sobota, 29 marca 2014

Prologue

"Ciemność...
Krzyk...
-Mamusiu! Mamusiu!- krzyczał mały chłopczyk  z burzą loczków. Z jego szmaragdowych oczy spływały strumienie łez. Siedział skulony w kącie zaciskając mocno swoje oczka. Słyszał kolejne krzyki. Zacisnął powieki i zakrył uszy swoimi malutkimi rączkami.
Nagle wszystko ustało...
Zero krzyków.
Słyszał powolne kroki, które się do niego zbliżały. Jego oddech był krótki i nierówny. Powoli drzwi się otworzyły i lekko zaskrzypiały. Jego oczom ukazała się wysoko, ciemna postać.
-Mamusi już nie ma mały.- usłyszał niski głos- Może pewnego dnia... Opowiem ci co mówiła po raz ostatni.- usłyszał jeszcze drwiący śmiech po czym postać zniknęła mu z oczu, a po chwili słyszał syreny radiowozów policyjnych."
  
  Chłopak wysiadł z auta i poprawił czarne okulary na swoim nosie. Zamknął samochód automatycznym pilotem i ruszył w stronę domku. Otworzył drzwi i wszedł do środka. Skierował się do salonu. Odsunął dywan i otworzył klapę w podłodze. Zszedł na dół i ruszył mokrym korytarzem przed siebie. Słyszał żałosne jęki, które brzmiały jak nieudolny krzyk o pomoc. Uśmiechnął się drwiąco i zdjął okulary. 
  Wszedł do kwadratowego pomieszczenia. Na jego środku stało drewniane krzesło. Podszedł do niego powoli.
-Dzień dobry kotku. Jak się miewasz?- spytał zdejmując swoją skórzaną kurtkę, zostają w białej koszulce. Chwycił krzesło i ustawił je naprzeciw stającego na środku oparciem do jego strony. Usiadł na nim okrakiem i oparł na nim ręce. Wychylił się lekko do przodu.
-Zacznijmy od początku, dobrze?- wyciągnął rękę i jednym mocnym ruchem zdarł taśmę z ust zakładnika.- Teraz, powiesz mi wszystko, co wiesz o osobie, która się nazywa Diego Rodriguez, rozumiesz?- mówil powoli jakby tłumaczył coś dziecku.
-Ja go nie znam... Błagam wypuść mnie, proszę...- dziewczyna na krześle załkała i zaczęła szarpać sę z pasami którymi była przeczepiona do krzesła. Chłopak wstał i westchnął po czym odgarnął z czoła opadające loki.
-Eh... To naprawdę nieładnie tak kłamać... Cóż... Chyba do niczego mi się nie przydasz.- stwierdził wyjmując zza spodni broń. Przyłożył ją do jej skroni, a z ust dziewczyny wydarł się donośny pisk. Zacisnął szczękę i bez wahania nacisnął spust.

  Krzyk ustał. Pozostała wilka plama krwi na ścianie i  martwe ciało. Westchnął po czym schował broń. Położył ręce na biodrach i spojrzał w podłogę.
-I tak cię dorwę Ty skurwysynu...- syknął. Zabrał kurtkę i wyszedł z pomieszczenia zostawiając zwłoki.